Ikona wpisu "1 eliminacje Pucharu Youngtimer Party 2010"

1 (niedokończone) eliminacje Pucharu Youngtimer Party 2010

Przez , 13 sierpnia 2014

10-11 kwietnia 2010 roku na torze Poznań miała się odbyć pierwsza tegoroczna edycja Youngtimer Party, jednak wiadomość o tragedii która miała miejsce w Smoleńsku zakończyła imprezę zanim się ona na dobre zaczęła.
Jak to zwykle bywa historia tego wyjazdu zaczęła się dużo wcześniej, w momencie gdy przygotowania do rajdu rozpoczęły się na dobre.Ytp 2010 1

Krótka historia przygotowań do wyścigu:
* Żółte amortyzatory Koni – Udało mi się zdobyć komplet fabrycznie nowych żółtych amortyzatorów firmy Koni (przód: 82-1886 Sport i tył: 82-1801 Sport) oczywiście po wyjątkowo okazyjnej cenie 🙂 Za pomoc w założeniu i regulacji wielkie podziękowania dla Qbassa i Borysa.
* Klocki hamulcowe Ferodo – bez większych trudności kupiłem klocki hamulcowe firmy Ferodo – wielkie podziękowania za pomoc w wyborze odpowiednich i za wszystkie rady dotyczące wyścigu dla Pana Lecha Wójcika
* Płyn hamulcowy DOT 5.1 – zmieniłem płyn hamulcowy z DOT 4 na DOT 5.1 z kilku powodów, przede wszystkim dlatego że jako płyn dedykowany do aut z systemem ABS ma większą temperaturę wrzenia, a przy zmaganiach na torze jest to bardzo ważny czynnik, oprócz tego ma mniejszą „kropelkowość” (słowo użyte z braku lepszego określenia) ponieważ wężyki od ABS-ów mają mniejszą średnicę wewnętrzną – dzięki czemu płyn lepiej „podróżuje” w układzie hamulcowym. Warto by było również wspomnieć o lepkości w odpowiednich temperaturach, właściwościach smarnych, stabilności chemicznej i odporności na parowanie, ale wolę odesłać czytających do strony producenta.
* Nowa tapicerka – wszyscy wiemy że auto umyte jeździ zdecydowanie szybciej 🙂 myślę że tę zasadę można również podciągnąć do pięknego wyglądu wnętrza, który to daje przynajmniej 100 koni więcej 🙂 a jeśli nie to i tak poprawia samopoczucie wszystkich podróżujących. Przede wszystkim jednak udało się naprawić fotel kierowcy który to miał zarwane siedzenie z wbijającymi się w pewne miejsce sprężynami i popękane oparcie trzymające się na słowo honoru.
* Nowe wtryskiwacze Irmschera – wymiana nie planowana, do której zostałem zmuszony po tym jak o mało nie zginąłem (zabrzmiało dramatycznie) we własnym aucie. Z bliżej nieokreślonych powodów rozleciał się jeden z wtryskiwaczy powodując poważny wyciek paliwa, które to lało się wprost na rozgrzany kolektor wydechowy i co najciekawsze odparowywało na nim nie zapalając się. Na szczęście nie udusiłem się w aucie, nie nastąpiło również zapalenie się oparów nagromadzonych w kabinie i nadal mogę spokojnie cieszyć się z życia.
* Statyw na kamerę – bardzo ważne są pamiątki, ja postanowiłem zgromadzić materiał wideo z całej imprezy. Po kupnie kamery zamontowałem w roli statywu patent podpatrzony w przepastnych czeluściach internetu polegający na przymocowaniu do mocowania zagłówków foteli szyny do której przykręciłem kamerę.
* Płyn chłodzący – wymiana płynu którą dokonałem przy okazji naprawy dziury w chłodnicy
* Przewody paliwowe – niestety stare przewody rozsypały się całkowicie tracąc szczelność i powodując wyciek paliwa do bagażnika. Nowe powinny starczyć na jakiś czas 🙂

Wielkie dzięki dla Kuby bez którego większość napraw by się nie udała.

Ostatnie przed-wyjazdowe naprawy miały miejsce w nocy z czwartku na piątek. Udało się jeszcze wyregulować hamulce (około północy), zainstalować do końca statyw i odkurzyć w aucie.

Nareszcie wszystko było gotowe.

W piątek po pracy jak tylko przyjechałem do domu: szybkie pakowanie, bardzo szybki obiad i jeszcze szybsza kąpiel. Można powiedzieć że wszystko poszło zgodnie z planem ponieważ opóźnienie wyjazdu wyniosło tylko 45 minut (a bywało gorzej). Tym razem ja i pilot mieliśmy jechać dwoma samochodami, ponieważ Tomek musiał wracać wcześniej i chciał zrezygnować z oglądania niedzielnego wyścigu (w którym piloci nie biorą udziału). Trasa przebiegła bezproblemowo i sprytnie wybierając zjazdy z płatnej autostrady omineliśmy wszystkie bramki.
Po dojechaniu na miejsce błyskawicznie udało się załatwić przyczepę, odebrać wszystkie dokumenty i przeprowadzić badania techniczne. Jednakże muszę wspomnieć o problemach wynikłych podczas badania. Po sprawdzeniu większości jeden z sędziów dostrzegł pod maską coś czego nie powinno tam być, sięgnął ręką w kierunku półki za reflektorem, przejechał po niej palcem i wyraźnie wstrząśnięty uniósł palec do światła… na palcu widoczny był brud – usłyszałem pytanie: „..a to? Co to jest?” mój udział stanął pod znakiem zapytania. Pomogło dopiero tłumaczenie że przed wyjazdem wyczyściłem dokładnie komorę silnika, a znaleziony brud pojawił się dopiero po trasie do Poznania. W przypływie nagłej wylewności obiecałem również że zostanie zlikwidowany przed jutrzejszym wyścigiem. Dopiero to przekonało grono sędziowskie o dopuszczeniu mnie do startu. (Gorąco pozdrawiam Czakiego i jego brudny palec 🙂 ).

Ytp 2010 1 Opel Manta B Ytp 2010 1 Mazda Rx7 Ytp 2010 1 Ascona B 2

Noc okazała się zbyt krótka żeby obgadać wszystko z ludźmi z którymi nie widzieliśmy się parę miesięcy i jeszcze zdążyć się wyspać, więc rano wstaliśmy nie całkiem wypoczęci ale uśmiechnięci.
W trakcie ostatnich przygotowań do rozpoczęcia prób nadjechała reszta ekipy z Łodzi. Na szczęście zdążyli. Jak zwykle ledwo się wyrobili kończąc składać 2 auta około godziny 2 w nocy. Wszyscy w komplecie ruszyliśmy na obowiązkową odprawę. Krótką przemowę organizatorów zakończyła informacja o rozdaniu numerów startowych i rozeszliśmy się do swoich aut aby nanieść na nie otrzymane oznaczenia.

Kiedy wszystko było gotowe i wszyscy wyczekiwali na rozpoczęcie przejazdów prób podszedł do mnie pilot i powiedział mi o katastrofie lotniczej w której prawdopodobnie zginął nasz Prezydent wraz z małżonką oraz ponad 80 osób które leciały tym samym samolotem, zrobiłem mu krótki wykład na temat gównianego poczucia humoru i pewnych tematów z których nie powinno się żartować bez względu na upodobania polityczne. Zanim jednak zdążył obronić swoją historię zadzwoniła moja żona z informacjami dotyczącymi tragedii. Nic jeszcze nie było pewne, a z uwagi na krążącą już w moim organizmie adrenalinę chyba nie wszystkie informacje przetworzyłem. Pewnie jak większość i tak nie uwierzyłem w to że taki scenariusz rodem z filmów sensacyjno-katastroficznych mógł ziścić się gdzieś poza salą kinową. Tak więc temat został zarzucony na rzecz ostatnich przygotowań do rajdu.

Po krótkiej nardzie w „Łódzkim obozie” doszliśmy do wniosku że zaczniemy od próby „Wiadukt”, zaraz po niej „Ciężarówki”, a później już trochę rozjeżdżeni zmierzymy się na „Depocie”. Wraz z załogą Opla Kadett C City z Łodzi byliśmy bardzo ciekawi jak wypadnie porównanie możliwości naszych aut. Niestety jak się miało okazać zabrakło czasu na naszą walkę.

Dojechaliśmy do próby numer 5 (Wiadukt), przed startem musieliśmy jeszcze tylko odczekać swoje w kolejce. W tym czasie pojawiły się pierwsze problemy z telefonami komórkowymi. Jak się później okazało sieci GSM padły pod naporem ogromnej ilości osób szukających informacji o katastrofie lotniczej.

..kiedy jednak nadeszła nasza kolej i zwolniło się miejsce na starcie wszystkie problemy odpłynęły, a my weszliśmy w „tryb” zawodów.

Ytp 2010 1 Opel Ascona B 1 Ytp 2010 1 Kadett City 1

Udało się przejechać 3-krotnie próbę tylko z drobnymi problemami z hamulcami (przecież wszystkie problemy z hamulcami są drobne;) ). W czasie oczekiwania na przejazd drugiej naszej ekipy naszą uwagę zwróciło tępo w jakim przejeżdżali slalom – według nas jechali wyjątkowo wolno. Jak się okazało, jeszcze w garażu w zamieszaniu przy składaniu auta pomylili bagnety do sprawdzania poziomu oleju i to co brali za maximum było zdecydowanie poniżej minimum. Na szczęście Kuba zorientował się w porę i próbę kończyli już z prędkością 5 km/h po wcześniejszym zgaszeniu silnika. Chłopaki udali się na stacje benzynową żeby dokupić olej, a my ustawiliśmy się do kolejnego odcinka rajdu. Wtedy właśnie telefony znowu dały o sobie znać i otrzymaliśmy już potwierdzone na 100% informacje o śmierci pary prezydenckiej, oraz wszystkich pasażerów feralnego lotu.
Zaczęliśmy się zastanawiać co w takim przypadku z rajdem, czy zostanie odwołany czy też damy radę dociągnąć go do końca. Najsensowniejszy wniosek brzmiał że wszystko zależy od tego kiedy ogłoszą żałobę narodową. Nasze dywagacje przerwali nam sędziowie informując że w tej chwili zawody zostają wstrzymane i wszyscy musimy się udać pod główną wieżę – tam dowiemy się wszystkiego. Dla nas stało się jasne że te zawody zostały zakończone.

Ytp 2010 1 Pod Wieza 3 Ytp 2010 - Pod wieżą

W czasie krótkiej przemowy organizatorów zostały ogłoszone informacje dotyczące tragedii (przynajmniej te strzępki informacji które były znane), pamięć ofiar uczciliśmy minutą ciszy i dowiedzieliśmy się o decyzji organizatorów o zakończeniu imprezy.
W obliczu tragedii o takim wymiarze decyzja dla nas była w pełni zrozumiała, jednak okazało się że nie wszyscy byli podobnego zdania. Z przykrością muszę stwierdzić że pojawiły się głosy oburzonych takim obrotem wydarzeń. Przykro mi wspominać o tym ponieważ zachowanie takie uważam za wyjątkowo niestosowne, a w takiej sytuacji należy jednoczyć się w żałobie ponad podziałami politycznymi z pominięciem małostkowych roszczeń o np.: zwrot pieniędzy za dojazd.

W tym miejscu również chce złożyć najszczersze kondolencje rodzinom osób które zginęły w tragicznym wypadku w Smoleńsku.
Możemy mieć tylko nadzieję że trafili do lepszego miejsca.

 

Decyzja o powrocie do domu była normalnym następstwem zaistniałych wydarzeń. Spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w kierunku na Łódź..
W tym momencie mógłbym zakończyć historię niedokończonej 1 edycji Youngtimer Party 2010, ale powrót do domu okazał się obfitować w wszelakie wydarzenia. Postaram się nie zanudzić czytających i streścić drogę do domu naszej wesołej ferajny (wracaliśmy w kilka samochodów) w telegraficznym skrócie.

Ytp 2010 - Powrót Ytp 2010 - Powrót

Pierwszy etap (przejazd przez Poznań) – niestety na skutek drobnego błędu załogi która prowadziła przez Poznań, udało się wjechać na dobrą trasę, ale w złą stronę. Tym sposobem nadłożyliśmy trochę drogi (według wyliczeń jednego z nas około 20km). Później było już tylko weselej. Ciągłe problemy natury technicznej powodowały że zatrzymywaliśmy się regularnie z najróżniejszych przyczyn. Począwszy od drobnych sprawdzeń czy wszystko jest ok, przez drobne naprawy blacharskie: koło obcierające o nadkole – na szczęście miałem młotek, narzędzie przydatne w wielu różnych sytuacjach 🙂 przez naprawę wycieraczki, zresztą jedynej jaka była w samochodzie załogi fiata 127 (taśmą izolacyjną da się wszystko naprawić). Kolejne postoje spowodowane były tankowaniami, wizytami w toalecie…, ciągłym uzupełnianiem oleju w Adamowym Kadecie, który to wyciekał w zastraszającym tempie (ale wszyscy wiemy że jak cieknie olej to dobrze, bo jeśli ciec przestanie to znaczy że oleju brak). To jednak nie był koniec przygód i kiedy to wyjechaliśmy już na trasę fiat odmówił posłuszeństwa i przestał pracować, pobieżne oględziny wskazały najbardziej prozaiczną przyczynę z możliwych – brak paliwa. Na szczęście miałem linkę do holowania i ruszyliśmy dalej. Dzięki temu zaliczyłem: cofanie i holowanie na autostradzie. Jedyna stacja znajdowała się po drugiej stronie ulicy ale to nie mogło nas zatrzymać 🙂 Kierowca któremu zabrakło paliwa został demokratycznie wybrany żeby kopnąć się na stacje po wachę i chwilę później mogliśmy wrócić na trasę.

Ytp 2010 - Powrót Ytp 2010 - Powrót

Warto również wspomnieć o ostrym gradobiciu które złapało nas na trasie i zmusiło do schronienia się pod wiaduktem.
Więcej przygód nie pamiętam, za wszystkie jestem bardzo wdzięczny, ponieważ fajnie będzie na starość mieć co opowiadać wnukom – choć do tego czasu pewnie pojawią się w historii drobne dodatki (dobra historia dojrzewa w miarę upływu czasu 🙂 )