ikona wpisu "GT-R dobrym prezentem jest"

GT-R dobrym prezentem jest

Przez , 20 stycznia 2015

Tor UłężZacznę od krótkiego wprowadzenia. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie żona przyjaciela (poznanego już w innych publikacjach na tej stronie “taty numer jeden”) z prośbą o pomoc. Kupowała dla niego prezent rocznicowy – voucher na przejazd super-samochodem – i nie wiedziała które auto wybrać. Bardzo mnie zaciekawiło to wyzwanie, więc szybko odpaliłem stronę i oczom moim ukazały się “potwory” (Porsche, Ferrari, Lamborghini, Subaru, KTM, Nissan i zapewne jeszcze kilka innych, o których teraz nie pamiętam). Chwilę mi zajęło przeanalizowanie oferty, ale wybór dziwnym trafem nie był zbyt trudny – Nissan GT-R. Krótka charakterystyka: 3.8 V6, 588 KM, 588 Nm i przyspieszenie do 100 km/h w 3,5 sekundy (robi wrażenie) – jak ja mu wtedy zazdrościłem…

Tor Ułęż - Nissan GT-RKilka tygodni później (kiedy już zdążyłem o całej sprawie zapomnieć) moja żona wręcza mi rulonik papieru owinięty wstążką i mówi że to mój prezent na naszą 5-tą rocznicę ślubu. Zaciekawiony co to takiego szybko rozwinąłem papier i oczom moim ukazał się… voucher na przejazd Nissanem GT-R. Nie był to oczywiście przypadek, rozmawiała z żoną taty numer jeden i kiedy dowiedziała się jaka była moja reakcja na pomysł na prezent stwierdziła, że ja też będę zachwycony (jak zawsze, nie myliła się).

Mija trochę czasu. Kiedy wreszcie udaje nam się uzgodnić z tatą numer jeden pasujący termin, pakujemy się rano w samochód i w drogę. Sama podróż mija całkiem sprawnie – za wyjątkiem ostatnich 5 z 215 km, kiedy to nawigacja postanawia się zawiesić i musimy bacznie wypatrywać skrętu na Moto Park Ułęż.

Tor Ułęż - FerrariPogoda nieszczególnie nam dopisała, ale w końcu nie przyjechaliśmy się tutaj opalać. Zaraz po wyjściu z auta zobaczyliśmy cudne auta, a pośród nich “naszego” GT-R’a. Chwilę podziwialiśmy te widoki, a następnie udaliśmy się do biura organizatora celem zrealizowania naszych voucherów. I tutaj mamy pierwszy “zgrzyt” – voucherami zajmuje się pani, która nie ma zbyt dużego pojęcia o motoryzacji, ani o wyposażeniu samochodów. Zapytaliśmy, czy (zgodnie z tym co było napisane na stronie) można dokupić sobie nagranie z przejazdu, ale pani stwierdziła że niestety w tym konkretnym aucie nie ma zamontowanych kamerek. Szybko się z tym pogodziliśmy i na pierwszy przejazd poszedł tata numer jeden. O jego wrażeniach z jazdy można przeczytać w tej relacji z wydarzenia. Najważniejsza jednak (przynajmniej dla mnie) była wiadomość że kamerki jednak są w tym aucie, ale ponieważ nie zostało to wcześniej zgłoszone (przez szanowną panią z biura) nie było karty pamięci w jednej z kamer (w drugiej karta była zupełnie przypadkiem). Nauczony przykładem – sam zgłosiłem “obsłudze samochodu” chęć posiadania nagrania z obu kamerek.

Tor Ułęż - Nissan GT-RPrzejdźmy jednak do samego przejazdu. Z zewnątrz GT-R robi piorunujące wrażenie, wręcz “kipi mocą”, w środku jest natomiast stonowany i (jak dla mnie) trochę klaustofobiczny. Po zajęciu miejsca za kierownicą okazało się, że nie ma dostatecznie dużo miejsca nad moją głową, aby założyć kask – nie żebym się bardzo z tego powodu zmartwił… Po przywitaniu z pilotem (swoją drogą bardzo sympatyczny chłopak) padają dwa pytania pod moim adresem – czy miałem już do czynienia z podobnym autem i czy jeździłem już autem z “automatem”? O ile odpowiedź na pierwsze nie była zbyt trudna – “nigdy w życiu” o tyle nad drugim już musiałem się chwilę zastanowić. No bo w końcu, czy można porównać jazdę Mercedesem W126 300 SEL z lat 80-tych z tym potworem? Pilot jednak szybko zareagował i powiedział krótko: “dżwignia na D, rączki na kierownicy, a lewa noga na podnóżku”. Zadowolony, że wprowadzenie mamy już za sobą postanowiłem zadać pytanie, które zagnieździło się w mojej głowie w chwili kiedy otrzymałem prezent od żony – “czy będę mógł doświadczyć “legendarnego” Launch Control Nissana GT-R?” No i tutaj mamy “zgrzyt” numer dwa – niestety organizator nie pozwala na korzystanie z tej procedury… Uczucie rozczarowania towarzyszy mi do tej pory. No nic, czas ruszać.

Tor Ułęż - Nissan GT-RPoczątek spokojnie, łukiem obok “ślizgawki” do doskonalenia techniki jazdy, w stronę głównej prostej. Pilot rzuca krótkie: “teraz już można” i moja noga wciska pedał gazu “do dechy”. Przez chwilę auto spokojnie nabiera prędkości, aż do momentu kiedy elektronika przechodzi w tryb sportowy, redukuje dwa biegi w dół i niutonometry zostają uwolnione. Przyspieszenie jest oszałamiające, organizm nie wie co się dzieje – w pierwszej chwili czułem wręcz strach. Na szczęście za chwilę górę wzięła czysta radość z pokonywanych kolejnych metrów. Pierwszy zakręt, z racji tego że nie znam auta, pokonałem raczej zachowawczo dozując gaz. Drugi zakręt już trochę odważniej, a czując jak auto trzyma się drogi kolejne zakręty starałem się pokonywać coraz szybciej. Po rozpoczęciu drugiego kółka, kiedy emocje trochę opadły (ale naprawdę tylko trochę) zapytałem pilota, czy GT-R przy takiej jeździe “dostaje wycisk” on tylko się uśmiechnął i powiedział “to auto może jeszcze dużo, dużo więcej”. Dowiedziałem się również, że “zazwyczaj ludzie nie jeżdżą tak ostro” ale przecież nie po to człowiek wsiada do GT-R’a żeby jechać 50 km/h i do tego w bezpiecznych warunkach na torze.

Tor Ułęż - Nissan GT-R

Niestety wszystko się kiedyś kończy i po kilku (tak kilku) minutach byłem z powrotem pod biurem organizatora.

Droga powrotna została zdominowana przez wspominanie tych kilku chwil spędzonych w niesamowitym samochodzie.

Osobiście polecam – wrażenia niezapomniane.